W jednym z odcinków porannego cyklu „Dzień dobry tu Antalya”, który towarzyszył nam podczas zgrupowania zielono-czarnych w Turcji dyrektor sportowy Veljko Nikitović zaprosił kibiców do zadawania pytań odnośnie kwestii sportowych. Zapraszamy do lektury długiej i szczerej rozmowy z Velem.
W tym okienku transferowym klub opuściło trzech zawodników – Paweł Wojciechowski, Tomasz Tymosiak i Maciej Orłowski. Czy Twoim zdaniem Paweł Wojciechowski ewidentnie przegrywał rywalizacje z Przemkiem Banaszakiem. W pierwszych sezonach pobytu Pawła w Górniku był to kluczowy zawodnik naszego zespołu, który dołożył sporą cegłę do obu awansów – kolejno do Fortuna 1 Ligi i PKO BP Ekstraklasy.
– W II lidze Paweł Wojciechowski był kluczowym zawodnikiem Górnika Łęczna. Jeżeli chodzi o awans do I ligi to jego wkład jest podkreślony jedenastoma bramkami. Można powiedzieć, że to był nasz najlepszy zawodnik w rozgrywkach II ligi. W poprzednim sezonie miał bardzo dobry początek, później nieco stracił miejsce w składzie. Wiadomo, że Paweł jest zawodnikiem, który miał pewne problemy zdrowotne i szczególnie zimną, praca na sztucznym boisku była dla niego uciążliwa. Zaczął dobrze rundę w I lidze – dwie bramki z GKSem Bełchatów, ale po tym wszystkim, po powrocie Bartka Śpiączki, jednak to miejsce stracił. Kończyliśmy ligę dwójką napastników: Śpiączka – Banaszak. Ekstraklasę również zaczęliśmy takim układem. Paweł dostał swoją szansę w tym sezonie i dostał minuty. Chciałbym jednak powiedzieć kibicom jedną kwestię i pomóc im odróżnić pewne rzeczy – moje zdanie jest istotne, jednak to trener ma decydujące słowo.
Jeśli trener Kiereś przychodzi do mnie i mówi, że w danym momencie dany zawodnik nie pasuje do koncepcji, że trzeba z niego ,,zrezygnować” to ja mogę to tylko zaakceptować, bądź nie. Zaakceptowałem informację sztabu, że już nie widzą Pawła w naszym zespole i rozstaliśmy się. Chciałem Pawłowi podziękować za cały jego wkład w sukcesy klubu, które miały miejsce w ostatnim czasie. Chcę również powiedzieć, że Paweł Wojciechowski dużo dał Górnikowi, ale Górnik Łęczna również dużo dał Pawłowi, jednak pewne rzeczy zostają w klubie i szatni. Tak to zostawmy. Życzymy Pawłowi wszystkiego dobrego i mamy nadzieję, że Resovii również pomoże sportowo.
Jak jesteśmy w temacie napastników to czy Twoim zdaniem przy pięciu zmianach w meczu nie warto mieć jednak w kadrze 3 typowych napastników do gry? Wszyscy widzimy jak nasza siła ognia zależy od Bartka, niestety jesienią zdarzył się uraz i kartki. Odpukać temat kontuzji, jednak pauzy za kartki nie unikniemy przez styl gry Bartka. Czy interesujemy się jakimiś zawodnikami na tą pozycję?
– Wszyscy wiemy jaki jest styl gry Bartka Śpiączki i ma on już na swoim koncie 7 żółtych kartek. Prosiliśmy go przed meczem z Zagłębiem Lubin, żeby nie dostał kolejnej i zimę mógł normalnie przepracować. Czy potrzebny jest trzeci napastnik? Zaczynaliśmy sezon, tak jak już powiedziałem, grą systemem 4-4-2 – dwoma napastnikami i był to Śpiączka, Banaszak. Z ławki wchodził również Wojciechowski. W pewnym momencie, po kilku porażkach zmieniliśmy system i zaczęliśmy grać jednym napastnikiem. Na koniec rundy wróciliśmy znowu do gry dwoma napastnikami, jednak tym razem rolę drugiego napastnika pełnił albo Jason Lokilo albo Damian Gąska.
Okres przygotowawczy i obóz w Turcji pokazał nam, że Michał Mak, po powrocie z kontuzji, również może grać ,,drugiego napastnika”. Może jest potrzebny trzeci napastnik, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Mamy określony budżet i wydaje mi się, że priorytetowym wzmocnieniem w tym momencie dla Górnika Łęczna nie jest napastnik. Jeżeli na rynku transferowym okaże się, że na rynku jest jakiś ciekawy zawodnik, którego możemy pozyskać – na pewno się nad tym pochylimy. Ja jako dyrektor sportowy mam „tort”, który muszę dzielić, tak żeby na każdego starczyło.
Wracając do ubytków. Czy mógłbyś wyjaśnić kibicom, dlaczego z klubem pożegnał się wychowanek Górnika Tomek Tymosiak?
– Na zakończenie roku wystawiliśmy jako klub listę transferową trzech zawodników. Byli to jak na początku wspomniałeś Paweł Wojciechowski, Maciej Orłowski i Aleksander Jagiełło i nie było na niej Tymosiaka. Tomek zaczął przygotowania razem z zespołem, jednak po tygodniu poszedł do trenera Kieresia i powiedział, że jest na tyle ambitnym człowiekiem, że nie jest zadowolony z tego ile minut zagrał w tej rundzie w Ekstraklasie. Trener nie mógł mu nic obiecać.
Tomek następnie przyszedł do mnie i przedstawił mi sytuację. Powiedziałem mu, że albo zostaje w Górniku i walczy o swoje, chociaż nie byłaby to łatwa walka, ze względu na ilość zawodników na tej pozycji, albo odchodzi z klubu. Powiedziałem mu, że nie znalazł się na liście transferowej i ponieważ jest wychowankiem tego klubu, nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego jak wystawienie go na listę transferową i że nie będę go stąd ,,wyganiał”. Jednak jeżeli będzie chciał odejść z klubu, to nikt mu nie będzie robił problemów.
Po tym wszystkim Tomek miał jeden dzień na przemyślenie sobie wszystkiego. Następnie zadzwonił do mnie jego manager i powiedział, że Tomek ma ofertę ze Stomilu Olsztyn. Nikt Tomkowi nie robił problemów z odejściem i uważam, że przy rozwiązaniu kontraktu bardzo go doceniliśmy i zachowaliśmy się wobec niego bardzo fair. Wydaje mi się, że trochę została ta sprawa za bardzo rozdmuchana. Zawodnik sam przyszedł z taką prośbą, a my nie robiliśmy mu problemów.
Podczas obozu w Turcji kontrakt z Górnikiem rozwiązał Maciek Orłowski. Czy wystawienie na listę transferową tak ofensywnie grającego obrońcy i ostatecznie jego rozstanie z klubem nie było zbyt pochopne? W związku z tym na prawym wahadle brak jest konkurencji dla Michała Golińskiego.
– Jest Michał Goliński, jest Michał Król, który zaczyna dostawać co raz więcej szans, Marcel Wędrychowski, Jason Lokilo, który też może grać na tej pozycji czy Sergiej Krykun. Nie powiedziałbym więc że na tej pozycji nie mamy zawodników. Jeżeli chodzi o Maćka Orłowskiego, to sytuacja była podobna do tej z Pawłem Wojciechowskim. Bardzo dobra pierwsza runda w II lidze, ale pamiętamy, że w drugiej stracił po kontuzji miejsce w składzie na rzecz Pawła Sasina.
Awansowaliśmy do I ligi i Paweł Sasin wciąż dobrze się prezentował, co zaowocowało transferem do Arki Gdynia. Po odejściu P. Sasina, Maciek znowu dostał szansę. Czy ją wykorzystał czy nie wykorzystał… Można dywagować. Po przegranym meczu z ŁKSem, w którym Maciek spełnił wymóg gwarantujący mu przedłużenie kontraktu doznał on kontuzji Achillesa i musiał poddać się leczeniu. Wtedy na jego miejsce wskoczył Bartek Kukułowicz czy Gabi Matei i dobrze wiemy jak to się skończyło. Bartek złapał bardzo dobrą formę, skończyło się to wygranymi barażami, a Gabi Matei też bardzo dużo nam pomógł w barażach. Maćka Orłowskiego mogę podsumować jako dobrego zawodnika, ale podczas całego swojego pobytu w Górniku Łęczna nie złapał na tyle dobrej pozycji, żeby trener Kiereś od niego zaczynał ustalanie składu. Podsumowując nie zgodzę się, że na tej pozycji mamy tylko Michała Golińskiego. Nie jest to prawdą.
Stosunkowo dobra końcówka roku pomogła nam wydostać się ze strefy spadkowej. Czy w związku z tym inne kluby składają oferty i zapytania o naszych obecnych graczy?
– Tak jak powiedziałem, chcę być szczery w tym wywiadzie i będę mówił jak jest. Oficjalna oferta za żadnego zawodnika nie wpłynęła. Dostaliśmy oczywiście bardzo dużo zapytań o Bartosza Śpiączkę – były to zapytania i z polskich klubów, ale i z zagranicznych. Bardzo dużo, nawet mi się wydaje, że jeszcze więcej niż o Bartka, było pytań o Jasona Lokilo. Nie były to zapytania oficjalne, ale miałem mnóstwo telefonów w sprawie tego zawodnika. Nawet podczas pobytu w Turcji ludzie dzwonili i pytali czy jest jakaś szansa na pozyskanie Jasona i ile to kosztuje. Powiedziałem im, że na dziś Jason Lokilo kosztuje milion euro. Tymi dwoma zawodnikami było największe zainteresowanie. Wiadomo, mamy też Marcela Wędrychowskiego, ale wszyscy wiemy, że jest to zawodnik Pogoni Szczecin i jest tylko do nas wypożyczony.
Pojawiały się również pytania kibiców o klubową młodzież. Druga drużyna prowadzona przez trenera Daniela Ruska zapewniła sobie grę w grupie mistrzowskiej przez co spadek nam nie grozi. Czy w związku z tym Ci najbardziej wyróżniający się zawodnicy będą wypożyczeni do innych klubów, aby mogli się ogrywać?
– Trener Daniel Rusek jest trenerską przyszłością naszego klubu i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Jestem przekonany, że w bliższej lub dalszej przyszłości, to już zależy od trenera Ruska, będzie on przy sztabie I drużyny. Oczywiście, mam nadzieję, że kiedyś będzie on pierwszym trenerem Górnika, bo ma wszystkie predyspozycje do tego. Świetnie pracuje z młodzieżą i młodymi chłopakami. Drużyna rezerw została zmontowana z uczniów naszej Szkoły Mistrzostwa Sportowego oraz kilku doświadczonych zawodników. Dobrą pracą trenerów Ruska i Wiecha, trenera Bodziaka który zajmuje się przygotowaniem fizycznym oraz kierownika Stefaniaka, drużyna zapewniła sobie udział w grupie mistrzowskiej IV ligi. Ode mnie wielkie brawa dla tych chłopaków i trenerów.
Uważam, że w ostatnim czasie młodzież z regionu czy naszego SMSu dostaje dużo szans. Chcę podkreślić, że my jako klub i ja jako dyrektor jesteśmy od tego, żeby podpisywać z tymi chłopakami kontrakty, ale samo podpisanie kontraktu w mojej ocenie nic nie znaczy. To jest tylko dawanie możliwości tym chłopakom, żeby się dalej rozwijali. Uważam, że każdy trener Górnika Łęczna, jeżeli będzie miał do wyboru dwóch zawodników o takich samych umiejętnościach, ale jeden z nich będzie naszym wychowankiem, to postawi na wychowanka.
Wrócę jeszcze do poprzedniego roku, gdzie 7 zawodników klubowej Akademii dostało szansę przepracowania zimowego okresu przygotowawczego z I drużyną. Z tych siedmiu zawodników, sztab wyselekcjonował dwójkę, która nadal jest z nami i trenuje z I drużyną. Są to Dawid Tkacz i Kamil Duda. Bardzo bym chciał, żeby jak najwięcej naszych dzieciaków grało w Górniku Łęczna. Chciałbym tylko zaznaczyć, że bracia Bronowiccy, Mariusz Pawelec, czy Sebastian Szałachowski nie grali w Górniku, tylko dlatego, że byli wychowankami. Grali dlatego, że byli dobrzy. To jest rzecz, którą powinien pamiętać każdy rodzic, mieszkaniec Łęcznej i kibic naszego klubu.
Kończąc temat klubowej młodzieży. Czy twoim zdaniem Dawid Tkacz zapracuje sobie na więcej możliwości gry w tej rundzie? W sparingach zaprezentował się całkiem przyzwoicie, a trener powierzył mu nawet tak odpowiedzialną rolę jak wykonywanie stałych fragmentów gry.
– Tak. Uważam, że Dawid w chwili obecnej jest największym talentem jeżeli chodzi o Akademie Górnika Łęczna. Jego umiejętności spowodowały, że podpisaliśmy z nim dłuższy kontrakt i chciałbym bardzo, żeby Dawid dostawał jak najwięcej szans. Bardzo dobrze prezentował się w Turcji. W ostatnim meczu z Prisztiną zagrał w podstawowym składzie i zaprezentował się przyzwoicie. Myślę, że jest na dobrej drodze, aby dostawać więcej szansy. Podoba mi się w nim to, że powolutku staje się mężczyzną. Do tej pory był można powiedzieć dzieckiem; czasem trochę się pieścił, zgłaszał drobne urazy. Mam nadzieję, że ten okres przygotowawczy, który przepracował cały sumiennie, pozwoli mu walczyć o jak najwięcej minut.
Rynek transferowy zimą jest trudniejszy niż latem. Czy potencjalnych nabytków szukamy tylko na polskim rynku?
– Nie szukamy zawodników tylko na polskim rynku, bo sam dobrze wiem, że polscy zawodnicy są w utrzymaniu dosyć drodzy. Może to zabrzmieć trochę dziwnie, ale są drożsi, niż zawodnicy, którzy przyjeżdżają z innych krajów do Polski. Niestety albo stety, nie szukamy zawodników tylko na polskim rynku. Jesteśmy otwarci i pokazaliśmy to już latem. Próbowaliśmy tworzyć drużynę składającą się z samych Polaków, ale widzieliśmy, że jednak jest potrzeba takiej piłkarskiej jakości i świeżej krwi. Dlatego poczyniliśmy następne transfery i w tym oknie transferowym też tak samo będzie. Nie skupiamy się tylko i wyłącznie na Polakach.
Czy w związku z ograniczonymi środkami na transfery zimą nie jest czas, gdy bezpieczniej jest pozyskać zawodnika na zasadzie transferu czasowego?
– Racja. Zgodzę się z tym. Może nie w 100%, ale się zgodzę. Uważam, że nawet jak jest zawodnik dobry za którego trzeba zapłacić i jesteśmy w stanie to zrobić, to w granicach rozsądku może warto jest zaryzykować. Zwrócę uwagę, że my już dwóch zawodników wypożyczonych z Pogoni Szczecin mamy. To jest moim zdaniem optymalna liczba wypożyczonych zawodników. Nie widzę sensu, żebyśmy jeszcze kogoś komuś ogrywali. Z Pogonią Szczecin mamy bardzo dobre stosunki. Sam osobiście z dyrektorem sportowym Pogoni również mam bardzo dobre kontakty. Uważam, że te wypożyczenia których dokonaliśmy z Pogoni się sprawdzą i twierdzę, że chłopaki są w stanie jeszcze więcej pokazać. Jeżeli będą dobrze grali w Górniku, to i Pogoń będzie miała z nich pociechę i my.
Czy jako niewątpliwie najlepszy klub na Lubelszczyźnie staramy się filtrować lokalny rynek w poszukiwaniu wyróżniających się, młodych zawodników z niższych lig? Czy w tym okienku lub w niedalekiej przyszłości do zespołu dołączą zawodnicy związani z regionem?
– Chciałbym. Teraz tak na szybko przychodzi mi na myśl tylko jedno nazwisko, które jest na obecnym lubelskim rynku transferowym, ale nie chcę go zdradzać. Chełmianka Chełm, Avia Świdnik czy Motor Lublin – wszystkie kluby chcą młodych, utalentowanych zawodników z Lubelszczyzny. My jesteśmy najwyżej ulokowanym klubem, gramy w Ekstraklasie, ale to nie znaczy, że każdy młody zawodnik będzie się garnął do Górnika. To jest jednak Ekstraklasa i ciężko jest o tą szansę młodemu zawodnikowi powalczyć.
Tak jak wspomniałem, na dziś obserwujemy jednego zawodnika z regionu, którego w przyszłości widzimy w naszym klubie. Widziałem już kilka jego meczów, wiem dużo o nim, wiem jaki jest poza boiskiem i jakie są jego parametry fizyczne.
Jakie pozycje Twoim zdaniem najbardziej potrzebują wzmocnień w naszej drużynie?
– W moim odczuciu jest to na pewno pozycja środkowego obrońcy. Jestem po rozmowie z trenerem i myślę, że nawet dwóch środkowych obrońców chciałbym widzieć w Górniku. Tak na prawdę to na każdą pozycję przydałby się zawodnik jednak mierzmy siły na zamiary.
Czy oprócz zawodników testowanych na obozie rozważamy jakieś dodatkowe nazwiska?
– Okno transferowe w niektórych krajach Europy zachodniej już się skończyło i są zawodnicy, którzy liczyli, że załapią się na granie w tych krajach. Dziś już wiedzą, że im się to na razie nie uda, a to znaczy, że zaczną łagodniej patrzeć w kierunku Polski. U nas okienko trwa do końca lutego. Chciałbym być wstanie zrobić tak, że dałbym trenerowi nowego zawodnika już na pierwszym treningu. Wtedy moja praca byłby łatwiejsza i przyjemniejsza. Jestem tez tego zdania, że na dobrego zawodnika warto poczekać i jeżeli 27 lutego pojawi się jakiś gracz, który byłby dla nas realnym wzmocnieniem, to na pewno się nad tym pochylę.
Dużo pytań dotyczyło pozycji środkowego obrońcy. W ocenie kibiców wzmocnienie tej pozycji to główny cel transferowy Górnika. Czy zgodzisz się z tym stwierdzeniem?
– To jest chyba jedna z niewielu opinii kibiców, z którą się zgodzę (śmiech). Tak, liczby nie kłamią. Straciliśmy 35 bramek i to nie dzieje się przypadkiem. Wiadomo, że gra drużyna, ale jednak ostatnią instancją są środkowi obrońcy plus bramkarz. Uważam, że bramkarza mamy bardzo dobrego. Nie chce żeby ktoś to źle odebrał, ale pierwsza runda w wykonaniu Tomka Midzierskiego, Kamila Pajnowskiego czy Pawła Baranowskiego nie była udana. Jeżeli są mądrzy, a wiem, że są to kumate osoby, to mam nadzieję, że ta pierwsza runda ich czegoś nauczyła. Biorąc na przykład najstarszego z nich – Tomka Midzierskiego – chyba zauważył, że Ekstraklasie się gra trochę szybciej i że trzeba niektóre decyzje podejmować szybciej. Jeżeli dalej będzie to wyglądało jak w tej rundzie, to Tomek po prostu nie będzie grał. Zależność jest bardzo prosta. Staramy się wzmocnić tą pozycję. Niech będzie rywalizacja, a to trener zadecyduje kto ma grać.
Wspomniałeś o bramkarzu. Maciek Gostomski jest niekwestionowanym numerem 1, ale odpukać temat kontuzji czy urazu. Czy Twoim zdaniem nie potrzebujemy alternatywy na tej pozycji i osoby do rywalizacji dla Maćka? Czy w tej kwestii ufamy w 100% Adrianowi Kostrzewskiemu i Tomkowi Woźniakowi?
W Górniku Łęczna to wygląda w taki sposób, że dostaje od Zarządu jasny komunikat. „Panie dyrektorze, ma pan 4 złote, i za te 4 złote musi być obsadzona każda pozycja i musi być rywalizacja w zespole.” Niektóre kluby mają 4 złote, ale przyjdzie taki moment, że ktoś powie, że może warto zaryzykować i wziąć kogoś, kto kosztuje 6 zł i ten budżet może wynosić 7 czy 8 złotych. Ja jako zawodnik, a później skaut, członek zarządu, jako prezes czy dyrektor sportowy przeżyłem w tym klubie różne chwile. Były lepsze, gorsze, ale przeżyłem też taką chwilę, że się zastanawialiśmy, czy ten klub powinien dalej istnieć czy „zamykamy interes” i się rozchodzimy. Nie chce jako dyrektor sportowy dopuścić do sytuacji, żeby po raz kolejny taka rzecz miała miejsce.
Wracając do pytania. Tak, jestem tego zdania, że Maćkowi Gostomskiemu przydałaby się rywalizacja i że być może przydałby się bramkarz, który byłby na tym samym poziomie co on. Wtedy może byśmy wypożyczyli Adriana Kostrzewskiego, do którego mam 100% zaufania. Uważam jednak że nadszedł taki moment, kiedy ten chłopak powinien bronić. Ciężko mu będzie wygrać rywalizację z Maćkiem. Tylko jeżeli wpompujemy dane środki w rezerwowego bramkarza, a jeszcze trzeba mu zapłacić, to siłą rzeczy będzie mi tych środków brakowało gdzieś indziej. Na pozycji, która jest bardziej newralgiczna i pilna w tym momencie. Prosiłbym kibiców, żeby to zrozumieli. Wydaje mi się, że jest to bardzo proste – mamy tylko tort do podziału, a chciałbym mieć tort i dwa ciastka. Jako dyrektor sportowy chciałbym mieć zawodników, którzy są w sferze marzeń. Być może, kiedy utrzymamy się w Ekstraklasie to nastąpi taki moment, kiedy nasze możliwości będą większe.
W II lidze mieliśmy średnie możliwości, ale awansowaliśmy. W I lidze byliśmy w pierwszej ósemce jeśli chodzi o możliwości, a również awansowaliśmy. Chciałbym, jeśli już się o takich rzeczach mówi, to żeby spojrzeć na to z drugiej strony. Dla mnie nie jest kunsztem mieć na zespół miesięcznie milion złotych i ściągać zawodnika. Dla mnie jako dyrektora sportowego, oczywiście z całym szacunkiem do dyrektorów pracujących w innych klubach, to jest prosta sprawa. Mając odrobinę albo połowię mniejsze środki to nie jest to łatwe. Nie chcę też dużo o tym mówić, bo po prostu trzeba się z tym zmierzyć. Uważam, że my jako klub, począwszy od zarządu, poprzez dyrektora sportowego, sztab szkoleniowy, czy marketing, dajemy radę i jestem przekonany że nadal tak będzie.
Mówiłeś, że chcesz być szczery w tej rozmowie więc zapytam wprost o konkretne nazwiska. Gerson, Błażej Augustyn, Jonathan de Amo? Czy któryś z tych zawodników jest w kręgu zainteresowań Górnika?
– Błażej Augustyn został wystawiony na listę transferową przez Jagiellonię Białystok i od razu dostaliśmy od nich tę informację. Usiedliśmy wraz z trenerem i naszymi skautami, Andrzejem Darą i Mateuszem Ozimkiem i zaczęliśmy przeglądać Błażeja. Widzieliśmy rzeczy, które nam się podobają i takie, które nam się nie podobają. Ten zawodnik ma też swoje lata. Rozmawiałem też z samym Błażejem. Jest on człowiekiem bardzo rodzinnym co ja bardzo szanuję. Na tamtą chwilę powiedział mi, że ze względów rodzinnych nie chce przenosić się z Białegostoku. Szukamy dalej. Błażej Augustyn nadal jest w kręgu zainteresowania, z tym że to co on ma w Jagielloni, to Górnik stać na połowę tego. Jeśli podejmiemy decyzje, że decydujemy się na niego, to on musi się na to zgodzić. Taka jest kolej rzeczy, że my możemy chcieć, ale ta druga strona też musi chcieć.
Jonathan de Amo – wystawiony na listę transferową przez Stal Mielec. Ze środowiska dochodzą sygnały, że został na nią wystawiony przez swoje zarobki. Jesteśmy z nim w stałym kontakcie, ale jest pewna rzecz, która nam się nie podoba. Jonathan opuścił zgrupowanie w Turcji bo się okazało, że ma kontuzję. Poleciał do Barcelony i jest tam na badaniach. Jeśli się okaże, że jest to kontuzja dłuższa, to po prostu zrezygnujemy z tego tematu.
Gerson – wiem, że po meczu z Neftchi Baku jest dużo negatywnych sygnałów. Gerson przyjechał i chciał się tu się pokazać. Poprosił nas jedynie, żebyśmy mu zapłacili za bilet, co uczyniliśmy. Jest tutaj z nami i trenuje, a decyzję odnośnie jego przydatności podejmie trener a ja ją po prostu zaakceptuje. Na tą chwilę Gerson potrzebuje dwa, trzy tygodnie dobrego treningu, żeby był gotowy do grania. Kibice ocenili ten jeden mecz. Gerson długo nie grał i ja z tym nie mam żadnego problemu, bo według mnie najlepszy środkowy obrońca w polskiej lidze Raphael Rossi, który gra w Radomiaku, przed przyjściem do polski przez 2,5 roku nie zagrał żadnego meczu. W związku z tym jako dyrektor sportowy takimi rzeczami się nie przejmuje. Gersona szanuję i doceniam, wiem na co go stać, a czego nie może zrobić i tą decyzję podejmiemy w najbliższej przyszłości. Ani trener ani ja nie jesteśmy samobójcami, żeby podjąć niekorzystną decyzję na rzecz Górnika Łęczna.
W kontekście Gersona część kibiców zarzuca Ci również, że do Górnika zawodnicy trafiają na zasadzie sentymentu z czasów ich poprzedniego pobytu w klubie.
– Jeżeli mówimy o zawodnikach z sentymentu, to życzył bym sobie oby trafiali się nam tacy ludzie jak Leandro, czy Bartosz Śpiączka. Śpiączka przez pół roku nie miał klubu i osobiście potrzebowałem trochę czasu, żeby przekonać na niego trenera Kieresia. Trener wierzył w jego umiejętności, ale chodziło o żeby on go ulokował w swojej dwudziestce treningowej. Trener Prusak również miał wiele spotkań z trenerem, żeby go „przekonać” do osoby Bartka. To były dwie osoby, które uczestniczyły bardzo mocno w naszych dwóch awansach.
Taki Gabi Matei, który wrócił i bardzo pomógł przy barażach i awansie. Szkoda, że przytrafiła mu się kontuzja, bo uważam, że zostałby w Górniku Łęczna. Szymek Drewniak daje sygnały, szczególnie wchodząc z ławki rezerwowych. Pamiętam jego wejście na Jagielloni i tutaj w ostatnim meczu z Zagłębiem, były to bardzo dobre zmiany. Daj Boże, żeby ludzie którzy wracają do Górnika Łęczna dawali to, co dają ci, którzy wrócili. Ja nie patrzę na to w taki sposób, że ktoś grał w Górniku Łęczna. Oceniam tylko i wyłącznie aspekty sportowe.
Czy Górnik penetruje rynek niższych lig? Z drugoligowej Stali Rzeszów do Radomiaka trafił Dawid Olejarka, a do Legii Ramil Mustafaev. Czy to nie jest dobry kierunek dla naszego klubu?
Odkąd zostałem dyrektorem sportowym Górnika Łęczna, z czystym sumieniem i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wszystkie mecze drugiej i pierwszej ligi są przeze mnie oglądane i każdy zawodnik jest oceniany. Grzesiek Bronowicki, który pracował w klubie, robił to ze mną i może to potwierdzić. Większość zawodników znam i żadne nazwisko mnie nie zaskoczy. Przyznaję, że trochę mniej penetrujemy rynek trzecioligowy, bo nie mamy tyle czasu ani tylu ludzi.
Jeżeli chodzi o Dawida Olejakra, to kiedy awansowaliśmy wysyłaliśmy do Stali Rzeszów zapytanie, na jakich zasadach jesteśmy w stanie go pozyskać. To jest zawodnik z rocznika 2001. Mieliśmy latem plan ściągnąć również Filipa Marchwińskiego i liczyliśmy, że jeśli on przyjdzie na pozycję numer 10, to Olejarek będzie jego naturalnym zastępcą. Latem w Stali doszło do paru zmian w klubie i nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Zadzwoniłem do obecnego dyrektora, Jarka Fojuty i zapytałem o przesłaną ofertę. Otrzymałem odpowiedź, że w letnim okienku transferowym nie zamierzają dać pozwolenia na odejście Dawida. Próbowałem coś wskórać poprzez Maćka Zielińskiego, który jest jego managerem, ale zapadła decyzja, że Dawid tam przedłuża kontrakt i zostaje. Ostatnie pół roku nie było wybitne w wykonaniu Olejarka, a mimo to Radomiak się zdecydował, żeby go wypożyczyć z opcją wykupu. Ja wyprzedziłem Radomiak o pół roku, ale Stal nie była jeszcze na to gotowa. Radomiak był w stanie przekonać Stal Rzeszów, że warto go puścić więc brawa dla nich.
Trwa okienko transferowe więc pojawiały się informacje, że Patryk Szysz może opuścić Zagłębie. Kibiców interesowała kwestia czy Górnik zapewnił sobie jakiś % od następnego transferu naszego wychowanka?
Ja jestem szczery i chcę dużo powiedzieć, ale to są rzeczy obwarowane umową. Zapewniam wszystkich kibiców Górnika Łęczna, że umowa sprzedaży Patryka Szysza została dobrze zrobiona przez nas i będziemy mieli pewne korzyści z jego sprzedaży. Tylko, że 30 czerwca 2022 roku kontrakt Patryka z Zagłębiem Lubin wygasa. Nasłuchując środowisko, rozmawiałem z Patrykiem Szyszem i rozmawiałem z dyrektorem Burlikowskim, który powiedział mi, że walczą o jak najlepszą pozycję i nie opłaca im się sprzedawać Patryka Szysza. Jeżeli odejdzie on za darmo, bo kończy mu się kontrakt, to tym samym Zagłębie go nie sprzeda, a Górnik nie będzie beneficjentem.
Na koniec zapytam Cię o sportowe plany Górnika Łęczna na rundę wiosenną?
Trzy ostatnie mecze, kiedy zdobyliśmy 9 punktów spowodowały, że zaczęliśmy bardziej wierzyć w to, że jesteśmy w stanie się utrzymać. Górnik Łęczna w tym sezonie mierzy w pozycję numer 15, mimo że chciałbym, żeby była ona wyższa. Pomimo tego, że mamy 18 punktów i jesteśmy nad spadkową strefą, to dobrze wiem jak niektórzy ludzie postrzegają Górnika Łęczna. Dalej nas widzą jako głównego kandydata do spadku z Ekstraklasy. Trochę odwrócę kota ogonem i powiem, że nikt nie liczył, że awansujemy z II ligi do I ligi i awansowaliśmy. Nikt nie liczył, że z I ligi awansujemy do Ekstraklasy i awansowaliśmy. Nikt teraz nie liczy, że się utrzymamy, a my się utrzymamy.
Dziękuję Ci Velo za rozmowę.